Podróże kitesurfingowe w 2020 roku

Praktycznie wszystkie kite wyjazdy w pierwszym kwartale tego roku zostały anulowane. Październik to dla większości koniec wakacji, a dla Surf People to dopiero początek okresu zaplanowanego na wyjazdy. W tym roku postanowilismy sprawdzić jak zmieniło się podróżowanie w czasach pandemii.

Wybraliśmy kilka popularnych lokalizacji dla surferów i kitesurferów. Wszyscy jesteśmy już na miejscu, a poniżej możecie przeczytać jak wyglądała nasza podróż i jakie obostrzenia spotkały nas na miejscu.

Surf podróżowanie w czasach Covid – Kama na Fuertaventurze

Nazwa wyspy według niektórych źródeł pochodzi z ojczystego dla Béthencourta języka francuskiego, który podczas podboju wyspy był zmuszony ściągać dodatkowe posiłki z Hiszpanii i oznacza „mocną przygodę” (fr. forte aventure). Kupując bilet w jedną stronę, nie mając większego planu a tylko marzenie spędzenia na Fuercie całej zimy wiedziałam, że podróż tam tuż przed lockdownem w Polsce niewątpliwie będzie mocną przygodą :).

Koszty podróżowania w czasach Covid-19

Lot miałam z Berlina, linią Easy Jet. Bilet kupiony za 50 euro w sierpniu na 6 października. Do tego quiver sportowy do 20 kg, 42 euro. Wszystko razem ok. 400 zł. Całkiem nieźle jak na Kanary. Co lepsze, w dniu wyjazdu okazało się, że jednak nie mogę jechać tego dnia i musiałam przebookować bilet na tydzień później, który kosztował dokładnie tyle samo ile zapłaciłam dwa miesiące wcześniej. Są jakieś pozytywne strony COVID-a, pomyślałam, albo ja jestem szalona jadąc teraz do Hiszpanii. Do Berlina dostałyśmy się z przyjaciółką samochodem, bez żadnych problemów, kontroli czy zatrzymań.

Podróż z Berlina na Fuertaventurę

Do budynku lotniska wpuścili nas dokładnie na 2 godziny przed odlotem za okazaniem karty pokładowej i po zmierzeniu temperatury. Wcześniej nie było możliwości wejścia, w celu ograniczenia ilości osób znajdujących się w pomieszczeniu. Osoby, które nie leciały musiały pożegnać się z odlatującymi na dworze.

Odprawa online, ważenie i nadanie bagażu samodzielne za okazaniem QR kodu z biletu na swoim telefonie. Wszytko bezdotykowo i bez kontaktu z osobami trzecimi. Nie wiem czy tak jest normalnie czy tylko w czasach COVIDa, ale podoba mi się takie rozwiązanie. To było najprzyjemniejsze i najszybsze przejście do punktów kontrolnych. Tam czekały na nas miłe panie, które mimo za dużego bagażu podręcznego i mnie ubranej w ponczo Manery jako płaszcza przepuściły nas z uśmiechem dodając tylko, że tam gdzie jedziemy nie jest bezpiecznie. „A gdzie teraz jest bezpiecznie? Tam przynajmniej jest ocean”, odpowiedziałam, ale co miały dokładnie na myśli to nie wiem. Jeśli chodzi o strefę bezcłową to wszystko było pozamykane. Tylko automaty, jeden punkt z kawą i jakimś fast-foodem. Przy wejściu na pokład szybkie okazanie dokumentu tożsamości (po raz pierwszy) i lecimy.

Co czeka na nas po wylądowaniu na Fuertaventurze

Po wyjściu z samolotu sprawdzany był specjalny kod QR (the Health QR Code), który otrzymałyśmy po wypełnieniu formularza na stroniespth.gob.es (48 godzin przed podróżą). Standardowe pytania COVID-owe typu: czy masz symptomy, czy widziałeś się z kimś kto miał koronawirusa, czy podróżowałeś w najbliższych dwóch tygodniach itp. Czy to skuteczne zabezpieczenie przed COVID? Wątpliwe, ale pozory zachowane.

Życie na wyspie i panujące zasady związane z covid.

Z lotniska odebrali nas przyjaciele i ruszyliśmy busem w podróż po wyspie i spotach surfingowych, bez maseczek. Temat COVID-a pojawia się tu tylko jak chcemy wejść do sklepu. Wtedy często zapominając o pandemii, która nie jest dla nas tak odczuwalna, zapominamy o maseczkach. Co ciekawe mimo tego, że Fuerta jest strefą zieloną i raczej nie słyszy się o zachorowaniach do sklepu nie wejdziesz w kominie, bandance lub chustce, która zasłania nos i usta. Musi być mascarilla i koniec, kropka.

Czy na ulicach miasteczek trzeba mieć maseczkę? Tak, trzeba ale wiadomo są i tacy, którzy nie noszą. Jak wszędzie. Ja mieszkam w wiosce surferskiej z jedną ulicą, zakończoną klifem i plażą dlatego sprawa wygląda tu trochę inaczej. Jednak turyści przyjeżdżający do La Pared na zachód słońca są w maseczkach.

Jak pandemia dotknęła Fuertę? Na pewno jest mniej turystów. Nie wiem co jest normą, bo jestem na tej wyspie pierwszy raz ale widzę, że dużo miejsc jest pozamykanych np. hotel, restauracja, mini-market, szkółki w La Pared teraz nie działają.Trochę inna sytuacja jest na północy wyspy, gdzie kieruje się większość osób ale również tam ze względu na COVID szybciej zamykane są bary i restauracje.

Jak wirus wpłyną na miejscowe spoty surfingowe.

Surfing w czasach koronawirusa to dość zaskakujący temat tutaj. Mogłoby się wydawać, że spoty powinny być puste bo przecież nie ma turystów. Nie do końca. Faktycznie w miejscach typowo komercyjnych jest mniej osób uczących się surfować. Jednak na typowo lokalnych spotach osób jest więcej niż normalnie. Jak to? Otóż dużo mieszkańców Fuerteventury z powodu pandemii straciło pracę i jest na zasiłku socjalnym ERTE. Co robią w wolnym czasie? Wiadomo.

Kite wyjazdy w czasach pandemii – Asia, Józek i Bartek w Panamie

To była dość wyjątkowa podróż, ponieważ Asia poleciała trochę wcześniej, a ja miałem dolecieć sam z Józkiem. Poza stresem związanym z podróżowaniem w czasach Covid, dochodził jeszcze fakt pierwszej tak długiej podróży z półtorarocznym kumplem. Przyjechaliśmy na Okęcie ok. 4 rano, ponad dwie godziny przed odlotem. Po wcześniejszym pomiarze temperatury na halę odlotów mogły wejść tylko osoby z biletami na lot w danym dniu. Na lotnisku zastaliśmy totalne pustki i uśmiechniętą obsługę KLM w 4 otwartych ‚okienkach’.

Wszyscy dokładnie widzieli, że razem z Józkiem i załadowanym bagażami wózkiem o łącznej wadze ponad 100 kg zbliżamy się do któregoś z nich. Pytanie tylko którego? Finalnie obsługiwały nas aż 3 miłe Panie. Byłem przygotowany na sporą dopłatę za bagaż – ok. 1500 zł w jedną stronę, zgodnie z cennikiem KLM. Prawie każda torba ważyła powyżej 35 kg, a zamiast dwóch mieliśmy cztery, w tym dwa duże quivery i do tego jeszcze trzy duże (za duże) bagaże podręczne. Nie wiem czy było to spowodowane wirusem i mniejszym obłożeniem samolotów, czy zaspanym Józkiem, którym zachwycały się wszystkie Panie, ale… finalnie nie naliczono nam ŻADNEJ dopłaty za bagaż :-)

Podróż z Warszawy do Panama City

Reszta podróży przebiegała równie pomyślnie jak jej początek. Mieliśmy dłuższą przesiadkę w Amsterdamie, gdzie lotnisko było puste i czułem się znaczenie bezpieczniej niż zwykle. Oprócz obowiązkowych maseczek i pomiarów temperatury nie było żadnych dodatkowych obostrzeń. W samolotach, prawdopodobnie znowu za sprawą Józka, dostawaliśmy najlepsze siedzenia, z  wolnymi miejscami wokół i dodatkowym miejscem na nogi. W tym okresie w Panamie panował jeszcze totalny lockdown, (który trwał zresztą przez prawie 8 miesięcy, od marca – sick!) i żeby wjechać do kraju trzeba było mieć specjalne pozwolenie. Samolot był zapełniony w połowie, a większość osób podróżujących miała loty przesiadkowe, więc oprócz nas z lotniska wyszło maksymalnie 15 osób.

Kwarantanna po przylocie do Panamy i sytuacja na miejscu

Na miejscu musieliśmy odbyć z Józkiem dwutygodniową kwarantannę. O dziwo Asia, która przyjechała wcześniej i już skończyła swoja kwarantannę, mogła z nami mieszkać i nie dotyczył jej zakaz wychodzenia z domu. Aktualnie w Panamie zostały zniesione prawie wszystkie obostrzenia. Obowiązkowe są maseczki i noszą je bez wyjątku WSZYSCY, wszędzie. W każdym budynku, a nawet na placach zabaw i w parkach jest mierzona temperatura. Na spotach i plażach jest bardzo mało ludzi, ponieważ nie ma tu w tym momencie praktycznie w ogole turystów. Doskwierają nam tylko godziny w których można korzystać z plaż, czyli od 6 rano do 16, ale i z tym nauczyliśmy się już sobie radzić. 

Podsumowując, nigdy nie podróżowało mi się lepiej, taniej i bardziej komfortowo niż w czasach pandemii. Na miejscu jest znacznie mniej turystów, ceny hoteli są niższe, spoty puste, a wiatru i fal nie brakuje. 

Kite wyjazdy w czasach Covid – Ela i Łukasz w Brazylii

Nasza podróż przebiegała wyjątkowo spokojnie. Pierwszy lot mieliśmy z Pragi z bardzo krótką przesiadką(1,5 h!) w Lizbonie, i stamtąd bezpośredni lot do Fortalezy. Ostatni etap podróży to krótki transfer(30km) do miejsca naszego pobytu, czyli Cumbuco. Dla nas największym stresem było to żeby Polska nagle nie zamknęła granic oraz żeby Czesi nie zamknęli się na Polaków. Codziennie śledziliśmy jak wygląda sytuacja w Czechach i czy nasz lot jest nadal aktualny. Braliśmy nawet pod uwagę podróż do Lizbony gdyby nagle lot z Pragi okazał się anulowany. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.

W naszej podróży była tylko jedna rzecz inna niż zwykle – całą podróż w samolocie jak i na lotnisku, musieliśmy odbyć w maseczce. Mieliśmy jeszcze jeden wymóg ze strony rządu Brazylii, mianowicie obowiązkowe było posiadanie ubezpieczenia kosztów leczenia na COVID. Ubezpieczenie trzeba mieć wydrukowana po Angielsku. Kilka dni przed naszym wylotem, taka informacja zniknęła ze strony rządowej i finalnie nikt tego nie sprawdzał. Po wylądowaniu w Fortalezie zmierzono nam temperaturę. Dużym plusem podróżowania w tym dość dziwnym czasie jest małam ilość ludzi na lotniskach.

Niższe koszty podróżowania i życia na miejscu w Brazylii

Co do kosztów myśle że aktualnie jest taniej niż do tej pory. Staramy się nie przepłacać za bilety, dlatego też tym razem kupiliśmy je w bardzo atrakcyjnych cenach. Różnica w tym roku jest taka że ceny utrzymają jeden poziom. Rok temu różnica cen w zależności od terminu dochodziła nawet do 8000 złotych, w tym momencie wachania cen to maksymalnie 1000 złotych. 

Jak wygląda sytuacja na miejscu i obowiązujące zasady.

Sytuacja na miejscu jest wyjątkowo spokojna. Jeśli chodzi o obostrzenia to:
– maseczki tylko w sklepach dla wszystkich
– w restauracjach maseczki tylko dla personelu
– street food działa jak w zwykle
– jest bezpiecznie, życie toczy się jak dawniej

Podejście lokalnej ludności do tematu covid jest dość ciekawe i mam wrażenie że każdy interpretuje sobie to jak chce: część osób używa maseczek, a część po prostu ich nie używa. Jeżeli chodzi o nastawienie miejscowych do osób przyjezdnych, to jest wciąż takie same: my dajemy im zarobić, a oni są z tego powodu szczęśliwi. W weekendy nie jest tak kolorowo ponieważ imprezę na mieście o 3 w nocy, rozgania i zamyka policja :-)

Jak wygląda sytuacja na spotach

Na lagunach od początku naszego przyjazdy było mało osób, ale z czasem pojawiło się sporo prosów. Związane jest to ze zbliżającymi się mistrzostwami Świata. Event jest rozgrywany już za kilka dni, dlatego powoli wszyscy zaczynają wyjeżdżać na północ w miejsce rozgrywania zawodów. Spodziewaliśmy się jeszcze mniej ludzi w miasteczku, sklepach, restauracjach i na spotach ale jak widać nie wszyscy dali się zwariować.

Szczerze mówiąc jest tu na prawdę bardzo normalnie. Dużo przyjezdnych z którymi rozmawialiśmy maja podobne spostrzeżenia. Każdy chce zostać tu jak najdłużej. Nikt tutaj nikogo nie zamyka w domu, można pływać do upadłego, spotykać ze znajomymi i cieszyć się życiem.